#POZA PRZEPISEM 2 – WIĘCEJ ZNACZY LEPIEJ?

new-piktochart_18483296_ffd59a8def43658201370457674bbc479407ca2d

Przedstawiam Wam dziś wpis dziewiczy, nowy w tej dziedzinie, dla mnie być może zapowiadający nowy n u r t. Specjalnie zostawiam ten wątek niedopowiedziany, bo sama jeszcze nie wiem co ten n u r t może oznaczać. Ale do rzeczy.

Zupełnie przez przypadek, przeglądając z nudów jakąś stronę natknęłam się na artykuł od Neesweeka w kategorii „styl życia”. Tytuł trochę chwytliwy a trochę głupkowaty – dam mu jednak szansę myślę i klikam w „Warzywa i owoce dziesięć (nie pięć) razy dziennie”. No nie pięć, skoro dziesięć. Nie siedem, nie cztery, nie dziewięć – dziesięć. Ja wiem, że to jest nawiązanie do 5 porcji zdrowia dziennie, ale my, fitfreaki o tym wiemy!
Od razu dostaję po oczach zdjęciem spożywki z supermarketu, ale takiego dla bogatszych, bo papryki leżą w wiklinowych koszach zamiast w workach foliowych. W pierwszym zdaniu zaczyna się zabawa – szanowna Pani redaktor jakże cieszy się z nowego odkrycia mądrych ludzi! „Naukowcy to potrafią zniechęcić do zdrowego jedzenia!” Dajcie spokój! Tylko zdziwienie zatrzymało mnie przy tym artykule na dłużej. Poprawiam się na krześle i czytam dalej, trzymając z razie czego kursor myszki na iksie w prawym, górnym rogu.

Zanim Wam opowiem, o czym jeszcze były te wypociny, ku ścisłości i zrozumieniu się wzajemnie, muszę przypomnieć parę faktów. Owoce i warzywa zawsze były produktami najzdrowszymi, najmniej kalorycznymi i najlepiej wpływającymi na organizm człowieka. Nikogo nie trzeba przekonywać o wyższości marchewki nad czipsami. Celowo używam słowa „były” gdyż, jak słusznie zauważa ktoś w komentarzu, dziś ten sam chemiczny składnik używany jest do przedłużania żywotności bananów jak i upłynniania paliwa rakietowego. Mimo wszystko, najszczęśliwsi ci, którzy pod oknem uprawiają własny miniogródek, czerpią owoce i warzywa od zaufanego rolnika z Koziej Wulki (o ile rolnik i wszyscy w jego wsi do pieca nie wsadzają starych kapci i butelek po mineralnej). Mnogość witamin, minerałów i związków pozytywnie wpływających na nasz organizm zawartych w omawianych produktach jest tak długa, że zabraknie wam scrolla. Skoro więc czytam tak wiarygodne źródło jak Neesweek (!) i zawarte w nim informacje, które donoszą, że „pięć razy dziennie warzywa i owoce to za mało, by zachować zdrowie. [...] przed chorobami skutecznie chroni co najmniej siedem warzywno-owocowych przekąsek dziennie. Do takich wniosków doszła (Pani doktor z artykułu) po przejrzeniu informacji o stanie zdrowia 65 tys. dorosłych Brytyjczyków. Osoby, które jadły dużo marchewek, pomidorów czy jabłek, żyły dłużej i rzadziej korzystały z interwencji lekarzy niż pozostałe. [...] „Pięć razy dziennie jest w porządku, ale im więcej, tym lepiej” – mówił dla tygodnika popularno-naukowego „NewScientist”. Obliczył, że osoby, które jadły warzywa i owoce dziesięć razy dziennie, miały prawie o jedną trzecią mniejsze ryzyko przedwczesnej śmierci niż ludzie, którzy takich produktów w ogóle nie jedli. Żyli dłużej, bo nie zapadali na choroby serca ani nowotwory.” to skaczę z radości i rozsyłam tę nowinę do wszystkich znajomych! Jeszcze więcej dowodów na to, że zdrowe okazało się zdrowsze! Byliśmy tego nie do końca pewni, ale ci ludzie w białych fartuchach i ochronnych okularach na nosach za oceanem znów wygrali.
Natomiast Pani redaktor… nie cieszy się, oj nie cieszy. Jest zawiedziona, że będzie musiała jeszcze więcej jeść (!!!), i że już kompletnie zabraknie jej czasu na codzienne obowiązki, bo dziś trzeba ustawiać budzik przypominający o posiłku. Ale to jeszcze nie wszystko! Przecież każda marchewka, każdy ziemniak i brokuł ma swoją wagę! To wszystko trzeba będzie przynieść do domu, z tego targu oddalonego o 350 metrów od bloku, do mieszkania na 7 piętrze z windą!

Nie wiem co o tym myśleć. Czuję zszokowanie, ale i gniew, że takie artykuły pojawiają się w sieci. Nie jestem zwolenniczką obecnego bum na bycie fit pod każdą postacią (karma dla psa bez glutenu, błagam) ale o siebie dbać trzeba, bo organizm jest mądry i kiedyś nam się odpłaci za palenie, picie, brak ruchu, stres i te wszystkie popularne „przypadłości cywilizacyjne”, na które są suplementy w aptekach…

Żałość już wylałam, a Pani redaktor życzę bardziej przemyślanych artykułów. Może lepiej zmienić dziedzinę.

Podaję link do oryginalnego artykułu -> TUTAJ
Liczę na Wasze opinie!
an-apple-a-day-keeps-the-doctor-away-6

Jedno przemyślenie na temat “#POZA PRZEPISEM 2 – WIĘCEJ ZNACZY LEPIEJ?”

  1. ~Renatqa01 pisze:

    Oj uwielbiamy takich specjalistów ds. żywienia! Uwielbiamy! Urok nieunormowanego zawodu. Ale patrząc czasami, jak się zachowujemy, jako dietetycy, nie liczmy, że prędko to się zmieni.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>